60 minut emocji. Śląsk nieznacznie gorszy od Başkentu w finale Ligi Europy EAFF

Śląsk Wrocław był blisko sprawienia sensacji w tureckiej Ankarze. Po bardzo dobrym turnieju wrocławianie postawili się faworytowi w finale Ligi Europy EAFF, przegrywając z Başkentem 1:2.

Śląsk przez fazę grupową premierowej edycji nowych ampfutbolowych rozgrywek przeszedł z kompletem zwycięstw, imponując skutecznością i żelazną postawą w defensywie. Następnie w półfinale rozbił Olympique Marsylia, stając się tym samym pierwszym finalistą Ligi Europy EAFF. Tam – zgodnie z oczekiwaniami – wrocławian czekało starcie z gospodarzem, a zarazem faworytem turnieju, tureckim Başkent.

Czytaj więcej: Śląsk w finale Ligi Europy EAFF! „Narzucimy im naszą grę”

Jak równy z równym

Śląsk odważnie wszedł w mecz. Już w 2. minucie miał dobrą okazję do wyjścia na prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli chwilę później, a wynik po rozegraniu z rzutu wolnego otworzył Ömer Güleryüz. Polacy szybko zareagowali – po dynamicznej kontrze i asyście Mohcine’a Chrharha do wyrównania doprowadził Łukasz Mazurowski. Spotkanie dalej toczyło się w intensywnym tempie, lecz do szatni to turecka drużyna schodziła z prowadzeniem po drugim trafieniu Güleryüza.

Po zmianie stron Śląsk znów ruszył odważnie do ataku, kreując kilka groźnych sytuacji, a nawet trafiając do siatki – bramka nie została jednak uznana. Końcówka spotkania przyniosła dodatkowe emocje – wrocławianie musieli bowiem radzić sobie w osłabieniu po czerwonej kartce dla Chrharha i długiej przerwie spowodowanej zamieszaniem wokół tej decyzji. Mimo to Śląsk do ostatnich minut walczył ambitnie, nie rezygnując z prób odwrócenia losów starcia.

Było to bardzo wymagające spotkanie, w którym walczyliśmy z Başkentem jak równy z równym. Popełniliśmy dwa błędy, ale rywal też się ich nie ustrzegł. Było 1:1, potem 2:1. Myślę, że w drugiej połowie, gdyby nie zamieszanie po czerwonej kartce, mogliśmy doprowadzić do remisu albo nawet przechylić wynik na naszą korzyść – komentuje kapitan zespołu, Maciej Materac. – Czujemy duży niedosyt, bo nie odstawaliśmy od rywala – wtóruje mu Mateusz Warakomski.

Cenne doświadczenie

Choć finał nie zakończył się po myśli Śląska, cały turniej w wykonaniu wrocławian można uznać za udany i ważny krok w rozwoju zespołu. – Jak na tak krótką historię naszej sekcji, to dobry rezultat oraz ogromne doświadczenie – wygraliśmy mecze grupowe, pewnie awansowaliśmy do finału. Przyjechaliśmy tutaj z myślą o pucharze i pokazaliśmy, że możemy rywalizować na wysokim poziomie – zauważa bramkarz, który w pojedynku z Başkentem popisał się kilkoma kluczowymi interwencjami.

 

 

Spotkanie to mimo końcowego wyniku było dla wrocławskich ampfutbolistów również ważnym punktem odniesienia, pokazującym, w jakim momencie są jako drużyna. – Ten turniej pokazał nam, na jakim poziomie możemy grać, co szczególnie było widać w finale. Czuliśmy tempo i intensywność tego meczu. To dla nas cenna lekcja, która powinna zaprocentować po powrocie do rozgrywek ligowych – kończy Warakomski.

Śląsk Wrocław – Başkent 1:2 (1:2)
6′ Łukasz Mazurowski – Ömer Güleryüz 4′ 19′

Sponsorem strategicznym Polskiego Związku Amp Futbol jest ORLEN.         
Dofinansowano ze środków Ministerstwo Sportu i Turystyki, a także PFRON.